Halowe Mistrzostwa Świata Superenduro, Łódź 2011

Z każdym dniem zbliżającym nas do zawodów ekscytacja rosła w zastraszającym tempie. Miałam przywieźć stamtąd swój pierwszy reportaż radiowy, co oznacza, że musiałam zrobić wszystko co w mojej mocy, żeby zamienić parę słów z Tadeuszem Błażusiakiem. Moja pasja i zainteresowanie motorsportem dopiero raczkują, więc poza podekscytowaniem dominował również brak pewności siebie. Nikt nie jest przyzwyczajony do widoku dziewczyny w parku maszyn (chyba, że jest to hostessa z wielkim biustem, nogami do nieba i spaloną od solarium skórą). Udając jednak bardzo pewną siebie i profesjonalną dziennikarkę załadowałam mikrofon do torby i ruszyłam w trasę do Łodzi.

Na miejsce dotarliśmy na styk, a przynajmniej tak nam się wydawało. W rzeczywistości znaleźliśmy mnóstwo czasu na zaparkowanie, toaletę, znalezienie naszych miejsc, debatę czy aby te miejsca na pewno są właściwe, ich zmianę, oraz dyskutowanie z ochroniarzem gdzie można a gdzie nie można stać. Ostatecznie mieliśmy szczęście, w przeciwieństwie do większości ludzi, którzy według harmonogramu zawodów koczowali w Atlas Arenie od 15.00. Chwilę po 17, gdy rozpoczął się pierwszy finał, niektórzy ojcowie noszący śpiące dzieci na rękach mieli nietęgie miny. Jednakże poprawienie im humoru było kwestią kilku minut, no bo jak się nie uśmiechnąć na dźwięk ogłuszającego warkotu silników i charakterystycznej mieszanki zapachów spalin, benzyny i kurzu. Szampański nastrój zdominował arenę gdy po raz pierwszy padło nazwisko świecącej gwiazdy tego wieczoru, jedynego i niepowtarzalnego Tadeusza Taddy’ego Błażusiaka.

Przyznam szczerze, że biorąc pod uwagę moje braki w wiedzy merytorycznej dotyczącej reszty zawodników, byłam trochę zagubiona. Wypowiedzi prowadzących imprezę były zdominowane przez informacje na temat naszego rodaka i mistrza. Okej, widzę, że prowadzi, widzę, że publiczność go kocha, znam jego sukcesy, mam w końcu przeprowadzić z nim wywiad. A co z innymi zawodnikami? Na czym jeżdżą? Jakie są ich sukcesy? Przyznam szczerze, że zrobiło mi się trochę głupio gdy spytawszy się Ivana Cervantesa o atmosferę dzisiejszego wieczoru odpowiedział mi: „Emocje niesamowite, kibice niezawodni, ale tylko dla Taddy’ego”. Bardzo się cieszę, że wspieraliśmy Tadka z całego serca, ale co się stało z naszą słynną polską gościnnością? Reszta zawodników miała pełne prawo czuć się pominięta i zaniedbana.

Kibice byli jednak niezawodni. Pozwolę sobie porównać atmosferę do Red Bull X-Fighters, które odbyło się kilka miesięcy temu w Poznaniu. Byłam wtedy wręcz rozczarowana polską publicznością. Oglądając spoty z wcześniejszych imprez z tej serii spodziewałam się szału, zdartego gardła, emocji sięgających zenitu. Widownia jednak trochę wstydziła się stać i krzyczeć, gwizdać i szaleć, jeszcze nie daj Bóg, wychwyci „mnie” kamera i pokaże na telebimie. Widownia w Łodzi miała zupełnie odmienną opinię na ten temat. Nie było ograniczeń, nie było wstydu. Być może wynika to z silnego utożsamiania się widowni polskiej ze swym reprezentantem, zwłaszcza, gdy odnosi takie sukcesy jak Taddy. Mimo tego wszystkiego dręczyło mnie kilka pytań : skoro Polacy interesują się sportem w którym odnoszą sukcesy, to dlaczego Enduro cały czas pozostaje dla ludzi spoza świata motocyklowego nieznane? Dlaczego Tadeusz Błażusiak za granicą noszony jest na rękach, a u nas przeciętny obywatel nigdy nie słyszał jego nazwiska?

Podczas tych zawodów Tadeusz udowodnił, że jest godzień tytułu mistrza. Nie chcę ujmować reszcie zawodników, ale nie była to kwestia jego szczęścia czy ich gorszego dnia: była to powalająca różnica poziomów. Tor, oceniony przez wszystkich jako trudny i zdradliwy, przejechany przez Tadeusza wydawał się banalnie prosty. Taddy jako jedyny przeskakiwał przez „opony” podczas gdy reszta traciła kilka sekund na przeturlanie się przez nie.

W pierwszym finale tak na prawdę już po pierwszym zakręcie było wiadomo, że nikt nie może mu zagrozić. Najdzielniej gonili go młody Anglik, Johny Walker oraz Hiszpan Ivan Cervantez. Wyniki po pierwszym finale wyglądały następująco:

SuperEnduro – finał 1:

1. Taddy Błażusiak (KTM);

2. Jonny Walker (KTM);

3. Ivan Cervantes (Gas Gas);

4. Joakim Ljunggren (Husaberg);

5. Alex Salvini (Husqvarna);

6. Xavier Galindo (Husaberg);

7. Cristobal Guerrero (KTM);

8. Alfredo Gomez (Husaberg);

9. Dougie Lampkin (Gas Gas);

10. Mike Hartman (Husaberg).

Drugi finał, który zawodnicy rozpoczynali w odwróconej kolejności, także nie stanowił dla Błażusiaka problemu. Na pierwszej pozycji znalazł się już po drugim okrążeniu i nie oddał jej aż do mety. Taddy’ego dzielnie gonił Johny Walker a tuż za nim Xavier Galindo Arbones z Hiszpanii, czego efektem było następujące zestawienie:

SuperEnduro – finał 2:

1. Taddy Błażusiak (KTM) 8:23.782;

2. Jonny Walker (KTM);

3. Xavier Galindo (Husaberg);

4. Joakim Ljunggren (Husaberg);

5. Ivan Cervantes (Gas Gas);

6. Mike Hartman (Husaberg);

7. Cristobal Guerrero (KTM);

8. Alex Salvini (Husqvarna);

9. Dougie Lampkin (Gas Gas);

10. Alfredo Gomez (Husaberg).

Finał trzeci poprzedził moment grozy. Nagle przy wyjeździe z parku maszyn zrobiło się spore zamieszanie i wdarła się panika. Motocykl Błażusiaka zaczął dymić. Serwisanci w wirze pracy spowodowali otwarcie układu chłodniczego, co skutkowało natychmiastowym wyciekiem gorącego płynu pod dużym ciśnieniem. Pech chciał, że wrząca substacja trysnęła wprost na twarz Tadeusza. Sytuacja nie była jednak tak poważna na jaką wyglądała. Technicy zajęli się sprzętem, a Błażusiak przemył kilkakrotnie twarz zimną wodą by za chwilę być już na torze. Polak nie dał swoim rywalom żadnych szans, wygrał ostatni finał gwarantując sobie tym samym zwycięstwo w drugich zawodach z cyklu Halowych Mistrzostwach Świata SuperEnduro.

SuperEnduro – finał 3:

1. Taddy Błażusiak (KTM) 08:18.218;

2. Joakim Ljunggren (Husaberg);

3. Jonny Walker (KTM);

4. Alex Salvini (Husqvarna);

5. Xavier Galindo (Husaberg);

6. Cristobal Guerrero (KTM);

7. Ivan Cervantes (Gas Gas);

8. Mike Hartman (Husaberg);

9. Alfredo Gomez (Husaberg);

10. Dougie Lampkin (Gas Gas).

Błażusiak zdobył następne 60 pkt. i tym samym umocnił swoją pozycję na pierwszym miejscu w klasyfikacji generalnej. Obok niego na podium stanęli Johny Walker i Joakim Ljunggren.

Top 3 w klasyfikacji punktowej:

1. Tadeusz Błażusiak 120 pkt.

2. Jonny Walker 81 pkt.

3. Joakim Ljunggren 80 pkt.

Błażusiak pokazał styl i klasę płynnnie pokonując poszczególne elementy toru. Nie możemy jednak zapomnieć o innych Polakach, którzy wystąpili w finale: Paweł Szymkowski, Marcin Frycz, Sebastian Krywult, Tomasz Zych.

W przerwach między przejazdami zawodników podziwiać mogliśmy pokazy FMX i przejazdy dzieci. Zawsze chętnie oglądam freestyle, tym bardziej jestem dumna z chlopaków, którzy skakali w sobotę. Wiele osób mogło nie być zachwyconym tym pokazem, przypuszczam jednak, że są to ludzie, którzy w sierpniu oglądali X-Fightersów w Poznaniu na Bułgarskiej. Ci ludzie powinni jednak pamiętać, że zawodnicy X-Fighters to starzy wyjadacze. Tutaj oglądaliśmy 19-letnich chłopaków, którzy przez rozstawiony tor mieli ograniczone pole do popisu. Ja przybijam im solidną piątkę! Jeżeli chodzi o przejazdy dzieci, to co tu dużo mówić. Kto nie rozpływa się na widok 7-latka kręcącego bączki na quadzie?

Wróćmy jednak do tematu mojego nieszczęsnego wywiadu. Między finałami Tadeusz wywiadów nie udzielał, wszscy byli spławiani i nakazano im czekać aż do końca zawodów. Biorąc pod uwagę dekoracje, rozdawanie nagród i przemowy, pierwsi dziennikarze dobili się do Taddy’ego około 21:00. Gdy w końcu dopuszczono mnie do rozmowy byłam zestresowana i roztrzęsiona jak galareta. Tadeusz śmiał się ze mnie, uścisnął dłoń i powiedział: „Chodź, chodź. Pogadamy sobie.”.

Anna Tomaszewska: Przede wszystkim gratuluję. Jesteś niekwestionowanym mistrzem. Jak się czujesz?

Tadeusz Błażusiak: Myślę, że były to niesamowite zawody. Czuję się świetnie – wygrałem kolejne trzy finały, jestem na dobrej drodze do obrony mistrzowskiego tytułu. Impreza była rewelacyjna. To co działo się na trybunach dla mnie, jako Polaka scigającego się za granicą, jest nigdzie indziej nieodczuwalne. Była to naprawdę fajna impreza; organizatorzy się spisali, tor był świetny, dopisali fani. Mam nadzieję, że wrócimy za rok.

A.T.: Widziałam, że przed ostatnim startem miałeś jakieś problemy z motorem.

T.B.: W motorsporcie zawsze zdażą się jakieś małe, nieprzewidziane usterki. My mieliśmy tutaj małą awarię elektryczną przez którą motor zaczął się gotować. Udało się opanować to na tyle, że dymiło się z niego tylko na starcie, później było już ok. Zdarza się, to jest motorsport, tutaj zawsze jakieś usterki wystąpią.

A.T.: Jak oceniasz poziom reszty zawodników?

T.B.: Nigdy nie wypowiadam się na temat zawodników. Myślę, że każdy dawał z siebie wszystko. Te różnice na mecie nie było duże, czyli każdy jechał naprawdę szybko. Ja koncentrowałem się na swoich startach, na tym, żeby dobrze i szybko jechać, na tym, żeby jechać z przodu i żeby ta odległość była na tyle duża żebym mógł wygrać. Robię to co potrafię najlepiej, nie zastanawiam się nad resztą.

A.T.: Jakie są twoje plany na następne starty?

T.B.: Kolejny start to Portugalia i Barcelona. Jednak, zanim zacznę o tym myśleć, jadę na wakacje i kilkanaście dni będę odpoczywał od startów. Ostatnie kilkanaście miesięcy były naprawdę wyczerpujące. Długi sezon za mną także zasłużyłem na trochę odpoczynku. Czas na refleksje, czas na przeanalizowanie sezonu, poświętowanie i wracamy do pracy.

A.T.: Rozumiem, że święta spędzasz w rodzinnym gronie?

T.B.: Dokładnie. W Wigilię wracam do Polski, a później lecę do ciepłego, czyli do Andory, gdzie aktualnie mieszkam.

A.T.: Przyznam Ci się, że jestem początkującym motocyklistą. Czy masz jakąś złotą radę dla takich ludzi jak ja?

T.B.: Trzeba wziąć pod uwagę wszystko po kolei. Motocykl to jest świetny sport, ale też broń w rękach kogoś, kto nie potrafi się nim posługiwać. Czyli spokojnie, step by step. Coraz szybciej, coraz pewniej i myślę, że osiągniesz sukces.

Osobiście jestem pod olbrzymim wrażeniem, zarówno jazdy Tadeusza, jego uroku osobistego i pozytywnej aury jaką roztacza wokół siebie. Widziałam, że jest już bardzo zmęczony, więc starałam się ograniczyć mój wywiad do potrzebnego minimum. Taddy znalazł jeszcze trochę siły, żeby zrobić sobie z nami zdjęcie i przybić grabę. Zwyciężanie to nie wszystko, trzeba jeszcze umieć to robić w dobrym stylu, a Błażusiak zdecydowanie to potrafi. Mam nadzieję, że Taddy zdaje sobie sprawę, że może liczyć na fanów w swojej ojczyźnie. Niech przyjeżdża i jeździ tu jak najczęściej. Liczę też na to, iż polscy organizatorzy będą zdobywać jak największe doświadczenie, i organizacja przyszłorocznych zawodów, jeśli takie dojdą do skutku, będzie perfekcyjnia.

tekst: Anna Tomaszewska, 10.12.2011

Zdjęcia: Tadeusz „Tadzik” Rudnicki

 

  • kabacia

    Anka super wywiad! żałuję że nie pojechałam! :* zdolna dzennikarska bestia!

  • Anna Eldridge

    Swietny artykul, czulam sie tak jak bym tam byla z Wami. Pisz bo masz zdolnosci ale motory moze tylko ogladaj!

  • hacker33

    Piękny tekst. Oby takich więcej!
    Mam nadzieję, że jakieś zawody sm też kiedyś przelejesz na papier?:)

  • Wojtek

    Jak tak dalej pójdzie to „Pulitzera” masz w kieszeni ,już zaczynam się Ciebie bać !

  • Barteksm

    Nareszcie pojawił sie jakiś artykuł . Mam nadzieje , że na tym nie poprzestaniecie .

  • Pszczelarz

    Bardzo ciekawy tekst :)
    Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów :)

  • tadzik

    Dziękuję wszystkim w imieniu swoim i Ani za miłe słowa. Zdecydowanie nie poprzestaniemy na tym artykule. Przyszły sezon, z SM obowiązkowo (hacker33) !!

  • Alicja

    Jestem pod wrażeniem profesjonalności tekstu.Podczas czytania czułam…emocje !O to chodzi Aniu – brawo !
    Życzę sukcesów i przyłączam się do pozostałych opinii !

  • Muki

    Fajny wywiad, fajne foty. Pierwszy raz widziałem Tadeusza na żywo, to nie to samo co oglądać go na yt ;) rewelka, pozdrawiam.

QR Code Business Card